A A A

Źródło totemizmu

Zmiany zachodzące w pierwotnej organizacji współ­życia społecznego, a wyrażające się powstaniem rodów matriarchalnych i patriarchalnych opartych na zasadzie wspólnoty pokrewieństwa w linii męskiej lub żeńskiej, musiały znaleźć odzwierciedlenie w sferze religijnej ów­czesnego człowieka. Na podłożu tych warunków społecz­nych zrodził się totemizm (z narzecza algonkińskiego „nint-otem" — mój znak rodowy) stanowiący wynik zes­polenia elementów kultu przyrody, a zwłaszcza zwierząt łownych, z wiarą w praprzodków klanów. Forma klano- wej organizacji życia społecznego uległa rozbudowaniu w system społeczno-religijnych wierzeń i praktyk kulto­wych. Jeden z badaczy totemizmu B. Malinowski (1884—1942) tak pisał na ten temat: totemizm ma dwa aspekty: jest sposobem łączenia się w grupy społeczne oraz systemem wie­rzeń i praktyk religijnych (podkr. L.P.). Jako religia wyraża zainteresowanie człowieka pierwotnego swym otoczeniem, jego pragnienie ustalenia pokre­wieństwa oraz sprawowania władzy nad najważniejszymi przedmiotami... Gatunki zwierząt i roślin stanowiące pod­stawowe pożywienie... a także zwierzęta wykorzystywane do celów zdobniczych są z zasady otaczane specjalną «czcią totemiczną* i są «tabu» dla członków klanu, który z ga­tunkami tymi jest związany i który... sprawuje obrzędy i ceremonie celem spowodowania większego ich rozmnaża­nia. Społeczny aspekt totemizmu polega na podziale ple­mienia na mniejsze jednostki nazywane w antropologii klanami, szczepami, fratriami czy sib". Totemiczna struk­tura organizacji życia społecznego zakładała podział spo­łeczeństwa na wspólnoty rodowe, zwane klanami, a ma­jące wywodzić się od wspólnych przodków-założycieli. W klanie patriarchalnym występowała linia pokrewień­stwa męskiego, natomiast w klanie matriarchalnym — li­nia pokrewieństwa żeńskiego. Członków klanu obowiązywały ustalone nakazy stano­wiące jakby wewnętrzny kodeks postępowania. Każdy klan kierował się odrębnymi prawami, które były pod­stawą jego zwartości i spoistości. Zjawiskiem powszech­nym był jednak zakaz zawierania związków małżeńskich między członkami klanu, czyli endogamii, co prowadziło do konieczności poszukiwania współmałżonków poza obrę­bem swego klanu, czyli do egzogamii. Współczesny radziecki badacz religii pierwotnych A. Anisimow dopatruje się silnych powiązań między egzogamią a kultem totemicznym. „Rozwój egzogamii w stosunkach społecznych — pisze — spowodował ukształ­towanie się opartej na związkach krwi struktury grup społecznych, tj. pierwszej trwałej formy społecznego wy­twarzania, zaś wyobrażenia o totemie — proces ideologicz­nego odzwierciedlenia i utrwalenia w religii nowych sto­sunków rodzącego się społeczeństwa pierwotnego". Dla zapobieżenia możliwościom przekroczenia zakazów egzogamicznych oraz w celu wzmocnienia wewnętrznej spójni klanowej każdy klan przyjmował określoną symbo­likę zapożyczaną ze świata zwierzęcego lub roślinnego. Był to totem klanu — pojmowany jeszcze tylko w sensie spo­łecznym. Takim symbolem klanu mógł być rysunek nie­dźwiedzia, wilka, rysia, tura albo dębu, palmy itp. Wraz z symbolem klany przejmowały również jego nazwę. Je­żeli klan posiadał za totem węża, to członkowie klanu zwali się „wężami", jeżeli wilka — „wilkami" itp. Przeświadczenie o wspólnym przodku nakazywało utrzy­mywać wewnątrz klanu braterskie stosunki; wszyscy wy­stępowali jako bracia i siostry od wspólnego praojca czy pramatki — w zależności od linii pokrewieństwa. Orga­nizacje klanowe cechowała szeroko pojęta solidarność; istniał obowiązek udzielania pomocy każdemu członkowi klanu w ciężkiej sytuacji, jak również zemsty zespołowej. Totemiczny system wierzeń religijnych polegał na po­łączeniu w jedną całość kultowych aspektów wiary we wspólnego przodka z totemem pojmowanym jako symbol klanu. Uległo zasadniczej zmianie pojęcie totemu — przekształcił się on ze społecznego symbolu klanu w istotę jego przodka-załoźyciela. Dokonana została sakralizacja totemicznej organizacji życia społecznego, w wyniku cze­go totemizm stał się systemem społeczno-religijnym. Dal­szy proces rozwojowy totemizmu polegał na sakralizacji nie tylko samego totemu, lecz również rodzaju zwierząt czy roślin przez niego symbolizowanych. „Gdy dziki, jak pisał Frazer, nadaje sobie nazwę zwierzęcia, uważa je za swego brata i nie zabija, wówczas zwierzę to jest jego totemem". Człowiek pierwotny, nie będąc w stanie dokonać wyodrębnienia siebie z całej przyrody, począł utożsamiać swoją istotę ze światem zwie­rząt i roślin, obdarzając ich postacią mitycznego praprzod­ka. Totem, jako pojęcie zespołowe odnoszące się do okre­ślonych gatunków zwierząt czy roślin, stanowi ukazanieistoty przodka-założyciela klanu w postaci pojedynczego egzemplarza. W totemicznym kulcie religijnym występowało zjawi­sko tabu zabijania zwierząt totemicznych, wymawiania ich nazwy czy ograniczania użytkowania rośliny tote­micznej dla potrzeb konsumpcyjnych członków klanu. Za tabu uważane było również wszystko, co posiadało związek z totemem, a więc siedziby zwierząt totemicz­nych, przedmioty im poświęcone itp. Naruszenie tabu poj­mowano jako największe przestępstwo w klanie i mogło powodować zemstę totemu na cały klan, dlatego karane było surowo i z całą bezwzględnością. Wzmiankowany powyżej A. A n i s i m o w tak charakteryzuje istotę tote­micznego tabu: „Społeczna konieczność uporządkowania i podporządkowania określonym regułom tych stosunków (istniejących wewnątrz klanu — dop. L.P.) powoduje określoną społeczną reglamentację, która utrwalana jest przez wierzenia totemiczne w postaci tabu". Rekapitulując powyższe rozważania możemy scharakte­ryzować totemizm jako społeczno-religijny system za­kładający pochodzenie każdego klanu od zwierzęcego lub roślinnego przodka-założyciela, czyli totemu, wokół któ­rego koncentrują się wierzenia i praktyki kultowe stano­wiące wyraz wewnętrznej spójni klanu. Totemizm stanowi zjawisko dość powszechne w kultu­rze ludów prymitywnych; występowanie jego zostało stwierdzone na terenie Australii, Afryki, Ameryki Pół­nocnej i Południowej, jak również w niektórych rejonach Azji. W klasycznej formie zachował się on jeszcze u nie­których ludów australijskich. W mitologii ludów prymitywnych bardzo często zwie­rzęta przedstawiane były jako istoty myślące i stanowiące przyczynę występowania różnorodnych zjawisk w świecie. Ilustrację tego problemu dają poniżej przytoczone mity. Australijski mit o pochodzeniu Słońca Za dawnych czasów nie było słońca. Na niebie był tylko księżyc i gwiazdy. Nie było też jeszcze żadnych ludzi na ziemi, same tylko ptaki i ssaki, znacznie jednak większe od tych, które teraz znamy. Pewnego razu emu Dinevan i żuraw Bralgah wybrali się razem na przechadzkę. Bralgah stracił panowanie nad sobą, pobiegł do gniazda emu, porwał jedno z leżących w nim jaj i z wściekłością z całej siły rzucił je w niebo. Jajko spadło tam na stos drzewa zebranego na opał i stłukło się. Żółtko pociekło po drzewie i zapaliło je, a wnet cały świat stanął w blasku płonącego ogniska. Dotychczas na świecie panował jeno półmrok i dlatego potężny blask bijący od ognia oślepił ludzi. Dobremu duchowi mieszkającemu w niebie spodobało się to nowe oświetlenie i przyszło mu na myśl, że ładnie byłoby co­dziennie rozpalać taki ogień. Toteż zapowiedział nowy zwy­czaj. Od tego czasu każdej nocy rozkazuje służącym mu duchom zbierać drzewo na opał i układać je w ogromny stos. Kiedy jest już gotowy, dobry duch posyła gwiazdę poranną, by zapowiedziała rychłe rozniecenie ognia. Dobry duch jednak zauważył, że samo ukazanie się gwiazdy porannej nie wystarcza, by obudzić śpiących na ziemi, i dla­tego zakrzątnął się dookoła w celu wynalezienia jakiegoś odpowiedniego dźwięku, który towarzyszyłby sygnałowi świetl­nemu. Długo nie mógł znaleźć żadnego dźwięku, który by się do tego nadawał. Ale oto pewnego wieczoru dobry duch usłyszał śmiech ko­guta Gurgurgagi. „Oto czego mi potrzeba" — powiedział do siebie i obarczył ptaka obowiązkiem głośnego śmiania się każdego ranka, zanim się rozpali ogień na niebie. Gdyby się miało bodaj raz przytrafić, że zaniedba swego obowiązku — ognisko nie zapłonie. Od tego czasu każdego ranka, o umówionej godzinie, roz­lega się śmiech Gurgurgagi, a za każdym razem naśmiawszy się do syta ptak kończy trzykrotnym wykrzyknięciem swego imienia: „Gurgurgaga, Gurgurgaga, Gurgurgaga". Wczesnym rankiem, kiedy pracowite duchy niebios dopiero rozpalają ognisko, nie daje ono jeszcze wiele ciepła, a około południa, kiedy płonie już cały stos, robi się gorąco. Po po­łudniu żar zaczyna słabnąć, a wieczorem po ognisku zostaje zaledwie czerwony odblask, który się szybko zamienia w sza­ry popiół. Przez noc przechowuje się zaledwie parę tlejących głowni, starannie opatulonych w obłoki, by następnego ranka można było przy ich pomocy szybko rozpalić nowy ogień. Gurgurgaga bardzo łatwo się obraża i traktuje swoje zaję­cie bardzo poważnie. Niech by się jakiś człowiek odważył zadrwić z niego, to natychmiast przestałby się śmiać co ran­ka, a wtedy na ziemi znów zapanowałyby ciemności.5 Brazylijski mit o potopie Podczas potopu ratowali się Kaingangu (nazwa plemienia Indian brazylijskich — dop. L.P.) wpław, z płonącymi żagwia­mi w zębach, i dopłynęli do góry Cringigimbe. Zrobiło się tam tak ciasno, że wielu musiało wejść na drzewa i pozostać na gałęziach; z tych. powstały małpy gwiżdżące. Ludzie szczepu Kurutanów zamienili się w wyjce. Kiedy potop zagrażał już i tej cząstce suchej ziemi, nadleciały na ratunek kury wodne (saracura), niosąc ziemię w koszach, i ziemią tą zasypały wodę.6 Afrykański mit o pochodzeniu śmierci Wielki starzec mieszkający w niebie rzekł pewnego razu: „Oto stworzyłem ludzi, ale oni będą musieli umrzeć. Nie chciałbym, aby na zawsze pozostali martwi. Niech powracają do życia". Stworzonych przez siebie ludzi osiedlił w odległej części świata, sam zaś pozostał w domu, na niebie. Tam w ciągu trzech dni podejmował u siebie kameleona i ptaka-tkacza, którzy przybyli doń w odwiedziny. Starzec zauważył, że ptak-tkacz był bardzo gadatliwy i że słowa jego w połowie skła­dały się z prawdy, a w połowie z łgarstwa. Natomiast kame­leon był mądry i lubił prawdę. Przeto rzekł starzec do niego: „Udaj się tam, gdzie miesz­kają ludzie, których stworzyłem. Przekaż im te oto słowa ode mnie. Gdy będą umierać doszedłszy do późnej starości — niech wiedzą, że powrócą na nowo do życia. Każdy człowiek będzie mógł po swojej śmierci na nowo powrócić do życia". Kameleon udał się w drogę, by spełnić powierzone mu po­lecenie, a ptak-tkacz pozostał jeszcze u wielkiego starca. Wreszcie kameleon dotarł do ludzi, lecz zapomniał słów, które miał im przekazać, Zaczął się więc jąkać: „Polecono mi... po­lecono mi..." a dalej ani rusz. Ptak-tkacz zwrócił się wtedy do wielkiego starca mówiąc: „Polecę za kameleonem, by mu dotrzymać towarzystwa", na co wielki starzec odrzekł: „Leć". Ptak-tkacz nadleciał w chwili, gdy kameleon powtarzał w kółko przed zebranymi: „Polecono mi..." Ptak przerwał ibu natychmiast i rzekł: „Polecono nam oświadczyć, że po śmierci ludzie zgniją podobnie jak korzenie aloesu". Wtedy jednak kameleon przypomniał sobie słowa, które miał przekazać ludziom i zawołał: „Nie. Polecono nam, byśmy was powiadomili, że ludzie będą mogli po śmierci powrócić na nowo do życia". Każdy z nich upierał się przy tym, że właśnie jego słowa odpowiadają prawdzie, a wobec tego, że nie mogli w żaden sposób dojść do zgody, przywołali srokę, by ich rozsądziła. I wtedy sroka rzekła: „Ptak-tkacz mówi prawdę, kame­leon kłamie". tl oto stało się, że ludzie muszą umierać i nie mogą po śmierci powracać na nowo do życia".7 Powyższe mity zawierają pewne wspólne elementy treści: pierwiastki sakralizacji zwierząt. Przedstawiciele świata zwierzęcego posiadają bardzo bliski kontakt z po­zaziemskimi istotami duchowymi, stają się ich powierni­kami i wysłannikami do ludzi (kameleon i ptak-tkacz), otrzymują specjalne zlecenia istot boskich (kameleon i ko­gut), ludzie podporządkowują się ich sądom (sroka) i uzy­skują od nich pomoc w krytycznych chwilach (kury wodne). W wierzeniach ludów prymitywnych wątek sakralnego stosunku człowieka do niektórych gatunków zwierząt zo­stał zarysowany bardzo dobitnie. Proces sakralizacji zwie­rząt nie stanowił bynajmniej zagadnienia przypadkowego. Człowiek pierwotny niewątpliwie uznawał zwierzęta za istoty wyższe od siebie, ponieważ nie zawsze był w sta­nie obronić się przed nimi. Dostrzegał występujące w ich działaniu: spryt, przebiegłość, siłę i wiele innych cech, które pragnął sam posiąść. Innymi słowy, dążył do upo­dobnienia się z niektórymi gatunkami zwierząt pod wzglę­dem posiadanych przez nie właściwości. Chciał być prze­biegłym jak lis, szybkim jak sarna, móc wzbijać się w po­wietrze jak ptak, uzyskać zwinność węża, a siłę tura. Uznając te cechy za coś nadzwyczajnego w danym zwie­rzęciu, zwracał na niego baczniejszą uwagę, odnosił się doń z coraz to większym szacunkiem, aż wreszcie wy­niósł go na piedestał boskości. Czcząc w zwierzęciu cechy, których było brak istocie ludzkiej, czcił on tym samym zwierzę, czynił je sprawcą różnorakich wydarzeń i zjawisk natury. Wraz z rozwojem poglądów animistycznych coraz to jaskrawiej człowiek upodabniał zwierzę do istoty rozum­nej i działającej świadomie. Na tym podłożu dokonywał się proces, który nazywamy zoomorfizacją otaczającego człowieka świata. Wszystko w jego oczach przybierało postać zwierząt lub miało być spowodowane przez nie. Niektóre ludy indiańskie z Ameryki Północnej grzmot przedstawiały sobie pod postacią wielkiego ptaka. Podob­nie mieszkańcy Kamerunu nadawali błyskawicy postać białej małpy lub koguta. Australijczycy uważali, że spraw­cą burzy, deszczu, gradu czy trzęsienia ziemi jest człeko­kształtny wąż z pousychanymi rękami i nogami. Wąż czczony był zresztą przez wiele ludów, między innymi przez plemiona amerykańskie — Inków i inne. Właśnie u plemion amerykańskich wąż uważany był za istotę boską; na jego cześć odprawiano modły, a wizerunki jego umieszczano na tarczach bojowych. Wiele świątyń daw­nych ludów indiańskich poświęconych było wężom. Ich wnętrza malowano w tęczowe pasy, co nasuwa przypusz­czenie, że bóg-wąż stanowił uosobienie deszczu, wody, uro­dzaju i płodności. Również w polskich wierzeniach ludowych spotykamy się z symbolem tęczy i deszczu wyobrażanych pod postacią węża. Zwierzętom przypisywano nadto przyczynę takich zja­wisk, jak zaćmienie słońca czy księżyca. Pierwotni miesz­kańcy Kalifornii moment zaćmienia słońca tłumaczyli tym, że zostało ono połknięte przez żabę. Indianie z plemienia Klamanth przypisywali to niedźwiedziowi. Podobnie było z księżycem; miał on być pożerany przez wronę, orła, sokoła, sowę czy inny gatunek ptaka. Niekiedy słońce symbolizowane było postacią białego konia — pogląd ten m.in. w szczątkowej formie występował w kultach reli­gijnych Słowian i Germanów (słowiański Swiatowit i ger­mański Thor obwozić mieli słońce po nieboskłonie na białym koniu). Wschód i zachód słońca, następowanie dnia i nocy — wszystko mogło znaleźć wyjaśnienie na drodze zoomor-fizmu. Staromeksykański mit głosił, że każdego wieczoru słońce jest połykane przez rybę i co rano jest przez nią wypluwane. Plemię Indian Haida z Ameryki Północnej ujmowało daną wersję mitu w nieco odmiennej formie. Słońce, przedstawiane w postaci kruka, co wieczór poły­kane było przez wieloryba. W innych jeszcze wariantach miejsce ryby zajmowały słonie, wilki czy inne zwierzęta. Również w mitach na temat pochodzenia słońca występo­wały zwierzęta; słońce miało zrodzić się z ryby czy ja­kiegoś lądowego potwora. Do tych wątków mitycznych nawiązała w późniejszym czasie twórczość ludowa. Zwierzęta są głównymi boha­terami w baśniach i opowieściach różnych ludów, stano­wiąc zoomorficzną personifikację czynów i postaw ludz­kich." Należy przypuszczać, że kult zwierząt rozwinął się szczególnie silnie u ludów myśliwskich. Kult ten doty­czył głównie takich zwierząt, których upolowanie spra­wiało człowiekowi dużą trudność. Chodziło w tym wy­padku o zwierzęta niebezpieczne, drapieżne i silniejsze od człowieka albo też o mocno rozwiniętym instynkcie obronnym. Znane są także modły błagalne odmawiane przez Australijczyków do duszy zwierzęcia, aby dało się upolować i nie zwodziło myśliwego. Również po upolo­waniu zwierzęcia odmawiano modły do jego duszy, a na­wet składano jej ofiary z jadła i napoju, aby nie mściła się na człowieku. Natomiast u ludów trudniących się hodowlą w pierw­szym rzędzie otaczano kultem te gatunki, których hodow­la przynosiła człowiekowi najwięcej korzyści w postaci mięsa, tłuszczu, skóry, mleka. Czynności kultowe w da­nych przypadkach spełniane były w intencji zapewnie­nia płodności i rozrostu danego gatunku zwierzęcia. Początkowo kult religijny o charakterze zoomorficz-nym nie zawierał jeszcze elementów tabu. Kult niedźwie­dzia czy tura nie przeszkadzał człowiekowi pierwotnemu polować na dane zwierzę i spożywać jego mięso. Ogra­niczenia te powstały później, gdy rozwinęło się tabu sta­nowiące charakterystyczną cechę zarówno magii, jak i totemizmu.