A A A

Źródło i istota magii

Pod pojęciem magii rozumiemy zespół praktyk czarodziejskich; pogląd oparty na przeświadczeniu posiadania rzekomych możliwości wy­wierania wpływu na obiektywną rzeczywistość poprzez różnorodne zaklęcia, praktyki i czynności tajemne; jedną z pierwotnych form kultu religijnego, nieobcą bynaj­mniej wszystkim współczesnym religiom. Naukowe badania nad magią zapoczątkowane zostały w drugiej połowie XIX w. przez J. G. F r a z e r a. W oparciu o obszerny materiał etnograficzny i folklory­styczny, dotyczący kultów religijnych u ludów prymityw­nych, opracował on teorię genezy i rozwoju magii w spo­łeczeństwach pierwotnych. „Magia — według tej teorii — jest fałszywym systemem praw przyrody i równocześnie zespołem fałszywych wskazówek postępowania". U pod­łoża czynności magicznych tkwiła wiara w dwoistą struk­turę świata. Człowiek pierwotny przebywając w ścisłym kontakcie z przyrodą obserwował zachodzące w niej procesy. Była to jednakże obserwacja powierzchowna i fragmentaryczna; niski poziom rozwoju społecznego i ekonomicznego ograniczał horyzonty poznawcze czło­wieka pierwotnego. Podstawę jego wiedzy o świecie sta­nowiły subiektywne doznania, które w kontekście dzia­łania magicznego uległy zespoleniu w jedną całość z obiektywną rzeczywistością. Na ten aspekt magii zwra­cał m.in. uwagę G. W. Plechanow (1856—1918) poj­mując ją jako „...prostą asocjację idei, prosty symbolizm, który sam może opierać się tylko na niedostatecznie jas­nym rozróżnieniu pomiędzy tym, co zachodzi w głowie człowieka, a tym, co dokonuje się w rzeczywistości". Człowiek pierwotny stwierdzał występowanie przy-czynowości w przyrodzie, lecz pojmował ją jako wynik działania tajemnych praw, którym nadawał nadprzyro­dzony charakter. Wszystkie procesy zachodzące w przy­rodzie — wiatr, burza, wylew rzeki itp. — uzyskiwały — w jego mniemaniu — magiczną interpretację. Umysłowi pierwotnemu brak było znajomości istoty zjawisk i rze­czywistego związku między nimi. Często poszukiwał przy­czyny nie tam, gdzie była ona istotnie, mylił przyczynę ze skutkiem i łączył w określone związki przypadkowe zjawiska. Jeżeli dwa zdarzenia występowały bezpośrednio po sobie, to człowiekowi pierwotnemu wystarczało uznać jedno za przyczynę, a drugie za skutek, np. spojrzenie mogło być przyczyną choroby, rechot żab — przyczyną deszczu itp. Doprowadziło to do powstania w świado­mości człowieka fałszywego przekonania o posiadaniu znajomości owych tajemnych praw rządzących przyrodą. Dużym jednak błędem byłoby doszukiwanie się źródełmagii tylko w sferze świadomości ludzkiej. Magiczna wi­zja świata znajdowała swoje podłoże w zależności czło­wieka pierwotnego od przyrody, od jej żywiołowych sił zagrażających bardzo często istocie ludzkiej. Dążenia człowieka do opanowania przyrody i uzależnienia zacho­dzących w niej procesów od własnej woli uzyskały formę działania magicznego. W powstawaniu i rozwoju wierzeń religijnych magia, obok animizmu, spełniała niepoślednią rolę, stanowiąc nadal nieodłączny atrybut religii. Wskazuje na ten pro­blem religioznawca radziecki J. A. Krywielew pisząc: „...każdy akt religijny jest działaniem rytualno-magicznym, i najbardziej ścisłym oraz najdogodniejszym terminem dla oznaczenia tegcj pojęcia będzie magia... ma­gia nierozerwalnie związana jest z religią. Nie może powstać ani istnieć bez określonych wyobrażeń religij­nych. Nie ma magii bez religii, nie ma religii bez magii. Każdy obrządek religijny: czy to modlitwa złożona z ty­powo schematycznych formuł, czy bezpośrednie zwrócenie się do Boga, czy też «tajemnica» komunii lub ślubu, mod­litwa za czyjeś zdrowie lub nabożeństwo żałobne — wszystko to są różnorodne objawy czynności rytualno-magicznych. Nie jest od nich wolna żadna religia". Wskazywaliśmy już, że człowiek pierwotny w dużym stopniu uzależniony był od groźnych sił przyrody, które pragnął poznać i podporządkować własnej woli. Jednakże nieznajomość istoty zjawisk powodowała narastanie w jego umysłowości błędnych pojęć o świecie. Praktyki i czynności magiczne stały się dla niego samoobroną przed przyrodą, stanowiły wyraz jego bezsiły i niewiedzy. Na tym podłożu zrodziła się magia jako system irracjo­nalnych praktyk i czynności, w wyniku których uzyski­wać miał człowiek władzę nad różnorodnymi zjawiskami otaczającej go obiektywnej rzeczywistości. Klasyfikacja czynności magicznych jest różnorodna. F r a z e r wskazywał na dwa podstawowe rodzaje magii: homeopatyczną (naśladowczą) i kontaktową. Pierwsza z nich wynikała z tzw. prawa podobieństwa nakazującego pojmować zjawiska podobne jako analogiczne — np. sym­boliczne „zabicie" wizerunku niedźwiedzia przed uda­niem się na łowy miało myśliwemu zapewnić upolowanie danego zwierzęcia (obraz zjawiska utożsamiano z samym zjawiskiem). Natomiast drugi rodzaj magii wynikał z prawa styczności (kontaktu) głoszącego, że przedmioty znajdujące się kiedykolwiek we wzajemnym kontakcie posiadają moc wzajemnego oddziaływania mimo przer­wania kontaktu między nimi. Za przykład posłużyć tu może magia miłości — pragnąc uzyskać wzajemność uczuć drugiej osoby odprawiano określone praktyki ma­giczne nad przedmiotami znajdującymi się uprzednio w kontakcie z daną osobą. Oba powyższe rodzaje magii opierały się na wierze człowieka w istnienie nadprzyro­dzonych związków i wzajemnego oddziaływania między przedmiotami. Była to tzw. magia sympatyczna, pojmo­wana dwuaspektowo, jako magia teoretyczna i praktycz­na. Ta ostatnia, według frazerowskiej koncepcji, obej­mowała praktyki pozytywne (dążenie do wywołania pożą­danych skutków) i negatywne, czyli tabu (dążenie do za­pobieżenia niepożądanym skutkom). Uczony radziecki S. A. Tokariew wskazywał, że klasyfikacja frazerowska nie wyczerpuje w pełni zagad­nienia, gdyż nie obejmuje wszystkich możliwych aspek­tów działania magicznego. Tokariew wysunął zasadę kla­syfikacji opartą na wyróżnianiu praktyk magicznych ze względu na: technikę ich działania, osiąganie pożądanych rezultatów i spełnianą funkcję socjologiczną (społeczną). W tej przedostatniej można wyróżnić magię pozytywną i negatywną (białą i czarną). Praktyki pierwszej doko­nywane są w interesie grupy społecznej (rodu, plemie­nia), natomiast drugiej godzą w ten interes. Kilka słów należy także poświęcić strukturze czynności magicznych. W większości składają się one z trzech pod­stawowych elementów: przedmiotów służących do speł­niania czynności magicznych, sposobów wykonywania tychże czynności i formuł słownych (zaklęć) stosowanych podczas ich trwania. U niektórych ludów formuły słowne stanowiły najważniejszy element czynności magicznych. Chipi — bóg śmierci (Mek­syk).„Formuła zaklęcia — pisał na ten temat B. M a 1 i n o w-s k i (1884—1942) — stanowi rdzeń magicznego obrzędu". Wynikało to stąd, że początkowo w świadomości pierwot­nego człowieka prawdopodobnie nie występowało rozróż­nienie między nazwą przedmiotu a samym przedmiotem. Gdy powstało to rozróżnienie, nazwa uzyskała magiczną moc władzy nad przedmiotem, do którego była przywią­zana. Liczne przykłady tak pojmowanej magii słowa znaj­dujemy w księgach Starego Testamentu — np. kiedy Bóg oznajmia swe imię Mojżeszowi, zakazując równocześnie używać go ludowi izraelskiemu: „...Jam Pan, którym się ukazał Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi w tern imieniu, żem Bóg Wszechmogący; ale w imieniu moim, Jehowa (Jahwe — red.), nie jestem poznany od nich"9. Dlatego też imię Jahwe pilnie było strzeżone przez kapłanów izrael­skich i utrzymywane przez długie wieki w tajemnicy przed ludem. Wynikało to z zasady nadawania magicznego charakteru nazwom — gdyby imię Jahwe znane było lu­dowi izraelskiemu, mogłoby również stać się znane i jego wrogom. Ci zaś, znając imię Boga, mogliby zdobyć nad nim przewagę. Wiele podobnych przykładów można by przytoczyć dla wskazania, że poznanie rzeczy przez człowieka pierwot­nego niejednokrotnie ograniczone było do poznania ich nazw; znać i rozumieć nazwę to tyle, co znać i rozumieć samą rzecz.Najstarsze ze znanych rodzajów magii związane były z warunkami bytowymi człowieka, a zwłaszcza z proble­mem zdobycia pożywienia. Na występowanie magii łowieckiej u ówczesnego czło­wieka wskazują wczesnohistoryczne malowidła na ścia­nach w jaskini Altemira. Wierzono w istnienie związku między pomyślnością w łowach a magiczną czynnością okaleczania rysunku przedstawiającego zwierzę, na które miano polować. W jaskini „Trzech Braci" odkryto malo­widło ukazujące człowieka w masce, z jelenimi rogami i końskim ogonem. Przypuszczalnie jest to rysunek cza­rownika podczas spełniania praktyk magii łowieckiej. Symbolika stroju miała członkom danej grupy społecznej zapewnić w czasie łowów uzyskanie szybkości i lekkości jelenia czy wytrwałości konia. Niektóre prymitywne ludy australijskie nadal w po­dobny sposób uprawiają magię łowiecką. Przed udaniem się na łowy kreślą na piasku wyobrażenie zwierzęcia, które pragną upolować, a następnie rysunek ten przebi­jają oszczepami w celu „uśmiercenia". Ma to zapewnić pomyślność łowów. Inne plemiona australijskie i północ­noamerykańskie rysunek zastępują symboliką gestów. W tym przypadku wyimaginowane „uśmiercenie" zwie­rzęcia dokonywane jest w trakcie rytualnego tańca ło­wieckiego. Odrębną dziedzinę magii stanowiły praktyki o charak­terze agrarnym. Ich celem było zapewnienie obfitości urodzaju oraz zażegnanie klęsk żywiołowych (posucha, grad czy powódź). Magię agrarną bardzo często łączono z wróżbiarstwem i kultem zmarłych przodków. Niezmier­nie dużo jej elementów zawierała kultura duchowa sta­rożytnych Słowian. Rolniczy tryb życia ludów słowiań­skich znajdował odzwierciedlenie w poglądach religij­nych. Problematyce agrarnej Słowianie poświęcali stałe święta doroczne: jare święta wiosenne czy jesienne święto plonów. Pierwsze z nich posiadały charakter typowo magiczny: obdarowywanie „życiem" (barwnie malowa­nymi jajkami — kraszankami), oblewanie wodą dla za­pewnienia wilgotności gleby, topienie „Marzanny" stano­wiącej symbol śmierci, zimy i nocy, chodzenie z gai­kiem itp. Drugie natomiast koncentrowały się na aspek­tach wróżbiarstwa. Centralnym miejscem obchodu świąt plonów była u Słowian świątynia boga Światowita w grodziszczu Arkonie na wyspie Rugii. Główny akcent uroczystości stanowiła wróżba z miodu tak przedstawiana w opisie kronikarza: „...gdy lud rozłożył się przed drzwiami pod gołym nie­bem, kapłan, wyjąwszy bóstwu kielich, ciekawie badał, czy coś z miary wlanego napoju nie ubyło, co by było oznaką nieurodzaju w przyszłym roku. Gdy to stwierdził, nakazywał zachować płody na czas przyszły. Jeżeli zau­ważył, że nic ze zwykłej ilości nie ubyło, przepowiadał, że przyjdą czasy urodzaju ziemiopłodów. Zgodnie z taką coroczną wróżbą napominał bądź do obfitszego, bądź do oszczędniejszego zużywania zapasów. Wylawszy potem w libacji stary miód u stóp bóstwa, nalewał świeżego do pucharu, oddawszy następnie cześć posągowi, jakby przy-pijając do niego, prosił uroczystymi słowami to dla sie­bie, to dla ojczyzny o dobra domowe, o pomnożenie do­statków i zwycięstw dla obywateli. Po czym przyłożywszy do ust puchar, pijąc jednym haustem, szybko go wysu­szał, a napełniwszy świeżym miodem znowu wsuwał w prawą rękę posągu. Przynoszono także w ofierze ko­łacz, przyprawiony miodem, okrągłego kształtu, a takiej wielkości, że dorównywał prawie wysokości człowieka. Stawiając go pomiędzy sobą a ludem, zwykł się pytać kapłan, czy Rugianie go widzą. Gdy ci odpowiadali, że go widzą, wypowiadał życzenie, aby za rok nie mogli go zobaczyć. Tym życzeniem obejmował nie tyle swoją czy ludzi przyszłość, lecz pomyślny urodzaj w przyszłości w ogóle". W związku z czynnościami gospodarczymi Słowianie składali liczne ofiary o intencji magicznej, np. przy pierwszej orce, siewie, sprzęcie zboża itp. Ibn Rosteh (podróżnik perski żyjący w pierwszej połowie X w.) następująco przedstawiał moment składa­nia ofiary błagalno-dziękczynnej przez Słowian karpa­ckich: „I gdy nadchodzi pora żniwa, wezmą garść prosa i pod­niósłszy ku niebu, mówią: «Panie, Twoja to jest sprawa, że urosło pożywienie, rozciągnij swą łaskę i na nas»". Podobny zwyczaj ofiary połączony z dokonaniem za­biegu magicznego znany był również u Mordwinów, którzy jeszcze w XIX w. podnosząc w górę naczynia ofiar­ne wymawiali następujące słowa: „Na jaką wysokość pod­noszę naczynie z kaszą, na taką wysokość niech wyrośnie proso". Modlitwa stanowi rozwiniętą magię słowa w wierze­niach skoncentrowanych wokół wyobrażeń istot nadprzy­rodzonych (dusze, duchy, bóstwa). W przekonaniu mod­lącego się jest ona czynnością mającą wywrzeć żądany skutek poprzez stosowanie błagalnego nacisku na istoty nadprzyrodzone. Oto fragment modłów o urodzaj odma­wianych przez Czeremisów: „...Kiedy po nadejściu pory robót wiosennych, wycho­dząc! na pole pracować, zaorzemy i zasiejemy po ziarnku, Boże wielki, uczyń ich korzenie szerokimi, źdźbła mocny­mi, a wierzchołki ich zrób pełnymi jak srebrne guzy. Boże wielki, daj zasianemu zbożu ciepłe deszcze, daj noc­ne zacisze, ochroń od chłodu i zimnych gradów, ochroń od silnych wichrów i od skwarów, wielki Boże. Wielki dobry Boże. Kiedy za twoją przyczyną to wy­rośnie, a my, naradziwszy się w rodzinie, przyjdziemy na pole i wrzuciwszy sierp, poczniemy żąć, daj spór w gar­ściach i w snopach daj spór, i w kopach daj spór, i w ster­tach daj spór. A gdy snopy ze sterty składać będziemy na wóz, Boże wielki i dobry, i wtedy daj spór". Znane są praktyki mające na celu przekazanie glebie energii rozrodczej człowieka. Tak np. w niektórych ple­mionach kobietom powierzano zasiewanie ziarna, aby wraz z ziarnem przekazały glebie swoje siły rozrodcze. Gdzie indziej dla wzmocnienia witalności gleby małżeń­stwa dokonywały aktu płciowego na polach po zasianiu ziarna. Współcześnie występuje to w niektórych rejonach wyspy Jawy. Natomiast na zachodniej Rusi jeszcze w XIX w. stosowano magiczny zwyczaj tarzania się rol­ników po zasianych polach, aby spowodować dobry uro­dzaj. „Ziemia jest brzemienna; rodzi zboże i zioła" — wołali podczas spełniania tej czynności. Podobnie w oko­licach Smoleńska po zakończeniu prac polowych żniwiar­ ki tarzały się po rżysku wymawiając zaklęcie: „Niwo, niwo, oddaj mą siłę. Gdym po tobie chodziła, siłę gu­biłam"". Magia rolnicza zna liczne praktyki mające na celu wy­wołanie względnie zażegnanie deszczu. Do początków XX w. przechował się na terenie Małopolski pogląd, że jeżeli w wigilię św. Wojciecha uda się zabić kijem wę­ża, to kij ten uzyskuje magiczną moc odpędzania gradu i burz17. Wąż w wyobrażeniach kultowych u wielu ludów, np. Inków czy plemion afrykańskich, utożsamiany był z zorzą; ta zaś stanowiła symbol deszczu. W wielu rejo­nach w tym celu opryskiwano ziemię wodą lub krwią z otwartej żyły. Podobne znaczenie miało obsypywanie kobiet kawałkami kwarcu, ziarnem zbóż czy oblewanie wodą. Na Archipelagu Sundajskim przy odprawianiu czarów deszczowych posługiwano się specjalnymi glinianymi na­czyniami, zwanymi „bumba", które — wypełnione wo­dą — znajdowały się stale na polach, a w okresie suszy zakopywano je w ziemi w celu wywołania deszczu. Niektóre plemiona Indian wierzyły w istnienie związ­ku przyczynowo-skutkowego między zjawiskiem deszczu a rechotem żab. Powszechnie wiadomo, że w obliczu zmian zachodzących w przyrodzie przed opadem deszczo­wym żaby wydają głośny rechot. Wyciągano stąd wnio­sek, że opary deszczowe są uzależnione od woli(!) żab, od ich rechotu. Dlatego też w wypadku posuchy chwytano żaby i umieszczano w zamkniętym metalowym naczyniu, w które mocno uderzano celem zmuszenia ich do recho­tu. To z kolei miało spowodować wywołanie deszczu. Pewne elementy magii występowały również do nie­dawna w Polsce. Do XIX wieku na wschodnich obszarach kraju panował zwyczaj, będący połączeniem elementów magii z obrzędowością katolicką. Polegał on na obcho­dzeniu granic pól z błagalną procesją, której celem było zwrócenie uwagi Boga na klęskę posuchy i spowodowa­nie Jego wszechmocnej interwencji. Zwyczaj procesji błagalnych szeroko praktykowano również we wszyst­kich przypadkach klęsk żywiołowych (wojna, pomór, su­sza). Lecz nie poprzestawano na tym — mieszkańcy miej­scowości gromadzili się następnie w centrum pól i za pomocą różnego rodzaju przedmiotów metalowych powo­dowali ogromny hałas wzmagany ponadto okrzykami i wrzawą. Z ich obserwacji wynikało, że przyczyną desz­czu były zmiany zachodzące w przyrodzie; burze zwiasto­wały dalekie odgłosy grzmotów i błyskawice piorunów. Celem działania człowieka winno być upodobnienie przy­rody do tej sytuacji, co w konsekwencji miało przynieść deszcz. W powieści Bolko zapomniany B. Sujkowski w dość plastyczny sposób odtwarza jedną z praktyk magii deszczowej stosowanej w Polsce w XII w.: „— Deszcz sprowadzić. Jakże to. Toć wszędy ludzie deszczu chcą i czekają. — Chi, chi, chi, kto głupi to czeka. A kto mądry, znający, to se poradzi. Są sposoby na wszystko. A na deszcz to przecież gołą dziewkę wodą zlać. To właśnie solniki dziś czynią. Bolko zaciekawił się i pośpieszył do osady, ale przybył już na sam koniec. Na suchy opłatek piachu na pagórku baby wprowadziły właśnie dziewkę, gołą całkiem, że je­no głowę i piersi okrywał jej chochoł z długich traw, i najstarszy z osady poważnie, a uroczyście wylał na nią wiadro wody. Coś przy tym gadały baby, rytmicznie przyklaskując w dłonie i raz po raz twarze wznosząc ku niebu"18. Zwyczaj ten znany był jeszcze w XIX w. w Rumunii, Serbii i Niemczech. Genezy jego doszukiwać się należy w wierzeniach dawnych Greków. Według jednego z mi­tów, zamknięta w wieży Danae (bogini Ziemi) nawiedzo­na została przez Zeusa występującego pod postacią złote­go deszczu. Dlatego też niegdyś w Argolidzie (Grecja) dziewczynę, którą oblewano wodą dla uzyskania deszczu, zwano Danae (Ziemia). W tym przypadku tożsamość imie­nia miała spotęgować siłę obrzędu magicznego. U ludów prymitywnych stosowano wiele jeszcze innych praktyk magii deszczowej, jak strzelanie do chmur zagię­tymi strzałami dla ściągnięcia ich ku ziemi, używanie na polach gwizdków naśladujących powiew wiatru itp.