A A A

Śmierć i życie pozaziemskie

Z wiarą w duszę ludzką i jej nieśmiertelny byt łączył się problem życia pozaziemskiego. Doktryna chrześcijań­ska głosi, że życie pozagrobowe jest wieczną nagrodą dla ludzi sprawiedliwych. Owa wieczna nagroda przedsta­wiona została dość problematycznie. „Szczęście wieczne polega na uszczęśliwiającym oglądaniu Boga i przeży­waniu Jego nieskończonej doskonałości oraz na bezpo­średnim poznawaniu istoty Bożej. Przez takie poznanie dusza ludzka dostępuje pełnej szczęśliwości, która nigdy się nie kończy. Szczęście wieczne nie jest stanem bierności i bezruchu, ale jest pełnym i ciągłym aktem pozna- nia i miłowania Religia, wykorzystując wielowiekowe dążenia ludzkości do osiągnięcia szczęścia, wskazuje na możliwość uzyska­nia go w fantastycznym, nie istniejącym świecie złudzeń. W życiu pozagrobowym człowiek ma zostać uwolniony od wszelkiego ucisku, zależności, nieszczęść i cierpień — dlatego też nie powinien przywiązywać zbytniej wagi do problemów życia ziemskiego. „Nie miłujcie świata, ani tych rzeczy, które są na świecie; jeźli kto miłuje świat, niemasz w nim miłości ojcowskiej".2* „...Nie wiecież, iż przyjaźń świata jest nieprzyjaźnią Bożą. Przetoż, ktobykol-wiek chciał być przyjacielem tego świata, staje się nie­przyjacielem Bożym".25 W słowach powyższych dobitnie wyrażona została wrogość chrześcijaustwa do wszelkich przejawów radości, miłości życia i aktywnej postawy czło­wieka wobec rzeczywistości. Dalsze losy duszy ludzkiej, po oddzieleniu się od ciała, ujmowane były w różnorodnych wersjach. Najbardziej powszechny pogląd głosił, że wędruje ona do obfitującej w bujną roślinność i różnorodną zwierzynę krainy zmar­łych. Wyobrażenie raju stanowiło odbicie warunków ziemskiego bytu człowieka. Na obraz i podo­bieństwo materialnego, rzeczywistego świata budował człowiek wizję poza­ziemskiego raju. Niski poziom rozwoju narzędzi produkcji powodował bardzo istotną dysproporcję między potrzebami człowieka a możliwościami ich zaspokojenia. Znalazło to odbicie w obrazie raju jako krainy „wiecz­nych łowów", miejsca, gdzie nie jest znane uczucie głodu. Pierwotnie raj — jako kraina zmarłych — umiejscowiony był na ziemi i od krainy ludzi żywych oddzielać go miały wysokie góry lub wielka woda. Także biblijny Eden, we­dług ksiąg Starego Testamentu, znajdował się na ziemi.26 Niektóre ludy pierwotne wyznawały wiarę w wieczną względnie częściową (okresową) pośmiertną wędrówkę duszy w świecie ludzi żywych. Określano to mianem reinkarnacji duszy, tj. dalszego jej bytu wśród żywych. Proces śmierci interpretowano jako zjawisko przenoszenia się duszy jednego człowieka do ciała innego, rodzącego się w danym momencie. Poglądy te oparte były na obserwacji pewnych zjawisk życia na ziemi. Dostrzegając np. wypa­dek śmierci kobiety w czasie porodu przy równoczesnym utrzymywaniu się dziecka przy życiu, człowiek pierwotny dochodził do wniosku, że dusza matki przechodzi na dziec­ko, zwłaszcza jeśli dziecko dziedziczyło pewne cechy cha­rakteru matki. Pogląd taki rozpowszechniony był wśród plemion północno-zachodniej Ameryki, które wierzyły w przechodzenie duszy przodka do ciała rodzącego się dziecka, wskutek czego staje się ono podobne do jednego z rodziców (dużą rolę w powstaniu takiego poglądu ode­grała konieczność wytłumaczenia zjawiska podobieństwa potomstwa do rodziców). Dziecku nadawano nawet imię przodka, co miało stanowić swoisty akt pełnego potwier­dzenia powtórnego życia człowieka w wyniku „reinkar­nacji" duszy. Wśród wielu plemion murzyńskich prze­trwał związany z tym poglądem zwyczaj witania rodzą­cego się dziecka słowem „wróciłeś". Niejednokrotnie też przyrównywano śmierć do snu. W mowie potocznej występują jeszcze zwroty będące językowymi reliktami poglądu na śmierć jako specyficzną formę snu, np. „zasnął na wieki", „śpi snem wiecznym" itp. Wśród ludów pierwotnych, jak również u nielicznych współczesnych plemion prymitywnych (Australia i Afry­ka) zmiany fizjologiczne zachodzące podczas snu w orga­nizmie człowieka (zwolniony oddech, bezruch, słaba wraż­liwość) tłumaczono oddzieleniem się duszy od ciała. Prze­bywać miała ona w tym czasie w sferze życia duchowe­go, w oderwaniu od swej materialnej powłoki. Wracać natomiast miała do ciała w momencie przebudzenia się człowieka. Podobnie śmierć miała być takim swoistym snem, z którego człowiek nie może się obudzić, gdyż dusza nie może lub nie chce powrócić do ciała. Z tej przyczyny nie wolno było śpiącemu człowiekowi nakry­wać twarzy, gdyż dusza wówczas nie była w stanie trafić do własnej powłoki cielesnej i w konsekwencji człowiek umierał. Na terenie Afryki zachodniej czarownicy „więzili" dusze, aby uzyskać za nie odpowiedni okup od właści­cieli. Proceder ten przedstawiał się niezmiernie naiwnie — samotnie wędrujące dusze (szczególnie w porze nocnej) „chwytano" w specjalne sidła zastawione przez „łapa­czy".27 Mieszkańcy wyspy Banka (Archipelag Malajski) do niedawna jeszcze stosowali „łapanie" dusz jako środek zemsty na swych przeciwnikach. Czynność ta polegała na zawieszeniu wśród konarów drzew sznurów o kilku pęt­lach z równoczesnym zamaskowaniem ich gałęziami i liśćmi. Następnie publicznie ogłaszano, na czyją duszę zastawiona była pułapka. Wywierało to przemożny wpływ psychologiczny. Przez pewien okres czasu osoba ta żyła pod groźbą, że któregoś ranka jej dusza nie powróci, ów niepokój i lęk wytrącał człowieka z równowagi i w kon­sekwencji często stawał się przyczyną jego śmierci. Birmańczycy wierzą w potwora zwanego „Balu" („Be-lu"), który nocami straszy dusze opuszczające ciała śpią­cych ludzi. Przestraszone przez potwora uciekają one na oślep, a dopiero po pewnym czasie spostrzegają, że pobłą­dziły i nie są w stanie znaleźć drogi do miejsca przeby­wania swej powłoki cielesnej. Gdy jednak uda się duszy powrócić, to przestrach wynikły ze spotkania z „Balu" odbija się na człowieku — odczuwa on po przebudzeniu słabość i złe samopoczucie. Prawie u wszystkich ludów prymitywnych występuje tabu (zakaz) nagłego budzenia śpiącego człowieka. Do rozbudzonego w ten sposób może dusza jeszcze nie zdążyć dotrzeć i wówczas czeka go, je­żeli nie śmierć, to bardzo ciężka choroba. Dla człowieka prymitywnego sprawdzian powyższych poglądów stano­wiło nie tylko występowanie marzeń sennych i halucy­nacji, lecz również obserwacja faktu, iż nagle obudzony człowiek przez pewien czas nie jest w stanie uprzytom­nić sobie, co się wokół niego dzieje. Śmierć człowieka w czasie działania, nie zaś snu, inter­pretowano ucieczką albo zgubieniem duszy. Mogło to być spowodowane jakimś nagłym wydarzeniem, gwałtownym wstrząsem czy też nieodpowiednim ruchem ciała. Wielu badaczy ludów prymitywnych wyprowadza wszelkiego rodzaju życzenia, kierowane pod adresem osoby... kicha­jącej, z obawy przed zagubieniem duszy. Stanowią one towarzyską formę magicznego zaklęcia duszy, aby w czasie kichnięcia nie uleciała wraz z oddechem. Np. w Gwi­nei przez długie wieki utrzymywał się zwyczaj, że gdy kichnęła jakaś ceniona i szanowana osobistość, obecni padali na twarz, całowali ziemię i życzyli wszystkiego najlepszego. Na wyspie Samoa do osoby kichającej wypo­wiada się formułkę: „Życie dla ciebie". Nawet u wielu ludów cywilizowanych przetrwał zwyczaj wymawiania odpowiednich formuł pod adresem osoby kichającej, np. u Anglików — „Waes hael", u Żydów — „Tabim chagim", w Polsce — „na zdrowie" itp.28 W marzeniach sennych człowiek dostrzegał niekiedy osoby zmarłe. Nieraz wizje senne miał ciężkie i męczą­ce — budził się w stanie wyczerpania psychicznego, lęku. Wyjaśnienia tych zjawisk dopatrywał się w tym, że du­sze zmarłych przychodzą do żywych, nie dają im spo­koju — mszczą się na nich albo domagają się różnych rzeczy. Bardzo wiele tych poglądów znalazło miejsce w kulturze ludowej: wyrosły z nich wyobrażenia złych dusz ludzkich zwanych zmorami, marami, morusami, wiedźmami, strzygami itp. Podania ludowe głoszą, że duchowe istoty dręczące ludzi przygniatają piersi śpiące­go, duszą go, wysysają z niego krew. Człowiek nawie­dzony przez nie słabnie z dnia na dzień i wreszcie umie­ra. Pogląd ów stanowił prymitywną ludową interpretację różnych stanów chorobowych, np. duszności czy chorób płucnych. Przychwycić ducha było trudno, gdyż mógł on zamieniać się w różne istoty żywe, np. w mysz. Jedyny ratunek tkwił w ustaleniu, czyja to dusza zajmuje się dręczeniem ludzi. Należało wtedy odkopać zwłoki zmar­łego i odciąć mu głowę od tułowia albo przebić czaszkę metalowym ćwiekiem. Wówczas złe działanie duszy usta­wało. Człowiek stworzył również pogląd o odradzaniu się du­szy ludzkiej nie tylko w ciele innego człowieka, ale także w różnych osobnikach świata zwierzęcego, np. małpach, krokodylach, jaszczurkach czy nawet pszczołach. Ta tzw. reinkarnacja względna albo cząstkowa stanowiła okre­ślony etap przejścia duszy z ciała ludzkiego do „krainy cieniów". Polegała ona na odnowieniu bytu materialnego duszy po śmierci człowieka w ciele zwierzęcia, ptaka,robaka czy nawet rośliny. Dopiero po tym drugim bycie dusza uzyskiwała wstęp do raju. Poglądy ludów prymitywnych na byt pozaziemski dusz zmarłych nie były jednolite, np. członkowie plemienia Kubu z Sumatry uważali, że: „Zmarły albo jest szczęśli­wy i stał się duchem, albo jest nieszczęśliwy i poszedł tam, gdzie nic nie ma". W stwierdzeniu powyższym wy­stępują pojęcia „świata ducha" i bliżej nie określonej „nicości". Niewątpliwie do pierwszej grupy zaliczano całą starszyznę rodu czy plemienia i osoby sędziwe. Według poglądów wielu ludów długie życie stanowiło zapowiedź szczęśliwości wiecznej. Eskimosi wierzyli, że dusza zmarłego wędruje cały rok do krainy duchów. Wę­drówka ta była uciążliwa, gdyż polegała na czołganiu się pod wielką skórą foki. Najłatwiej tego dokonać mogli starcy i dzieci, nie będąc obarczeni dużą ilością krwi i życiodajnych soków, stanowiących w danym przypadku zbędny balast. Uważano także, że gwałtowna śmierć w młodym wieku, np. podczas łowów czy walki, szkodli­wie wpływała na pozaziemski byt duszy. Australijczycy takiemu zmarłemu szepcą do ucha, by po przybyciu do krainy duchów oświadczył, że zmarł śmiercią naturalną. Na bazie tych poglądów powstało mniemanie, że dusze sa­mobójców, topielców, ludzi pożartych przez dzikie zwie­rzęta, rażonych piorunem, kobiet zmarłych podczas po­rodu itp. są złymi istotami krążącymi nieustannie w nie określonej bliżej przestrzeni między światem żywych a umarłych. Byt pozaziemski zmarłego uzależniano rów­nież od jego życia ziemskiego (pierwotne pojęcia nagrody i kary). Jeden z mitów australijskich głosił, że „ludzie nieposłuszni giną po śmierci jak rzucony do wody ka­mień. Nie zmartwychwstają oni do nowego życia jak dobrzy i posłuszni, których przyrównać można do drzewa, wypływającego stale na powierzchnię wody". Złymi duszami wyobraźnia człowieka pierwotnego za­ludniała świat, wnętrze ziemi i wód. Natomiast dusze dobre umieszczano na powierzchni ziemi i w powietrzu. W późniejszym czasie zrodziło się wyobrażenie nieba, piekła i czyśćca; to ostatnie stanowiło odpowiednik pier- wotnej przestrzeni między światem żywych a umarłych — owej krainy wiecznej tułaczki cierpiących dusz. Znamien­nym było również łączenie problemu błąkania się duszy z kwestią obrzędu pogrzebowego. Np. w wierzeniach sta­rożytnych Greków występował pogląd, że dusze zmarłych nie uczczonych obrzędem pogrzebowym nie mogą prze­kroczyć bram Hadesu i wiecznie snuć się będą bez celu nad Acheronem, otaczającym ponury Ereb. Relikty tego poglądu znajdujemy w polskiej kulturze ludowej. Zaliczyć do nich można występujące gdzienie­gdzie wierzenia, że dusza zmarłego na dźwięk dzwonów, oznajmiających rozpoczęcie czynności pogrzebowych, uda­je się na cmentarz i dopiero po złożeniu trumny do grobu odejść może w zaświaty (woj. kieleckie i warszawskie). Niekiedy czynności pogrzebowe nie wystarczały do wy­zwolenia) duszy od tułaczki. Przykładem w danym przy­padku jest wiara w płanetników i strzygonie — pokutu­jące dusze nie chrzczonych dzieci czy też osób, które nie przystąpiły do bierzmowania (woj. krakowskie). W twórczości ludowej znaleźć można wiele podań i le­gend o duszach pokutujących i dręczących ludzi.