A A A

Realny świat a mityczny

W języku potocznym obrzęd pogrzebowy często okreś­lamy mianem „ostatniej posługi". Udział w nim stanowi wyraz uczczenia pamięci zmarłego, jego czynów i dzia­łalności. Uczestnicząc w obrzędach pogrzebowych, nie zastanawiamy się jednak nad ich źródłem. Geneza obrzędów pogrzebowych tkwiła w kulcie duszy ludzkiej i pierwotnych wyobrażeniach człowieka o jej by­cie pośmiertnym. Na przestrzeni wieków ulegały one przemianom, rozwijały się i rozbudowywały o coraz to nowe elementy. Za przykład może posłużyć chrześcijański obrzęd pogrzebowy. Występuje w nim cały ceremoniał kultowy, składający się z mszy za duszę zmarłego, egzek-wi odprawianych przez kapłana nad trumną, poświęcenia trumny i grobu, śpiewania okolicznościowych psalmów itp. Człowiek bezreligijny z okresu hordy pierwotnej praw­dopodobnie nie dokonywał żadnych obrzędów pogrzebo­wych. Zmarłego pozostawiano tam, gdzie zastał go akt śmierci. Pewne elementy obojętnego stosunku człowieka do zjawiska śmierci występowały jeszcze w kulturze duchowej niektórych ludów prymitywnych — nieliczne plemiona wschodnioafrykańskie i nowozelandzkie odda­wały ciała niewolników na żer psów. Również w staro­żytnej Persji ciała zmarłych rzucano zwierzętom i dra­pieżnemu ptactwu, a w Tybecie zmarłych ludzi z najniż­szych warstw topiono w wodzie. Z momentem ukształtowana się pojęcia duszy i jej po­śmiertnego bytu człowiek pierwotny zaczyna zwracać uwagę na ciało zmarłego — tworząc obrzędowość pogrze­bową. Formy jej były różnorodne; uwarunkowane wielo­ma czynnikami, jak stosunkiem człowieka do zjawiska śmierci, stopniem jego wiedzy o świecie przyrody czy nawet warunkami naturalnymi (położenie geograficzne, klimat). Wyróżniamy następujące formy pogrzebowe: spa­lanie, topienie, grzebanie, wreszcie spożywanie ciała zmarłego. W dobie współczesnej najbardziej rozpowszech­nione są spalanie i grzebanie zwłok w ziemi. Spalanie stanowi formę jak najbardziej racjonalną oraz słuszną z punktu widzenia estetyki i higieny. Występo­wało ono w kulturze wielu ludów, m.in. jako wynik obaw ludzkich przed duszami zmarłych. Człowiek uważał, że spalanie ciała powoduje zniszczenie podstawowego kon­taktu duszy zmarłego ze światem ludzi żywych. Istniały i inne uzasadnienia tej formy czynności pogrzebowej. Miała ona stanowić podstawowy warunek dla uzyskania przez duszę wstępu do krainy wieczności. Czukczowie, jeszcze na początku XX w., z obserwacji płonącego na stosie ciała wyprowadzali dalsze losy jego duszy; jeżeli dym wznosił się w górę, miała ona wędrować ku Słońcu (krainie zmarłych), jeżeli natomiast opadał ku ziemi — pozostawała w świecie żywych, wstępując w ciało najbar­dziej nielubianego przez zmarłego zwierzęcia. Bonako-wie — jedno z plemion Indian amerykańskich — uzasad­niali spalanie zwłok poprzez odwoływanie się do mitów. Uważali, że ich pierwotni przodkowie — mający wystę­pować pod postacią kujotów — zaobserwowali fakt wy­dobywania się ze zwłok zmarłego robaków, które następ­nie przeistaczały się w różne zwierzęta i ptaki. Zagrażały one ludziom — jeżeli z każdego ciała zmarłego powsta­wała duża ilość zwierząt, istniało niebezpieczeństwo znisz­czenia przez nie całego plemienia. Dla zaradzenia temu posłużono się obrzędem palenia zwłok. Nie dopuszczało to do przekształcenia się dusz w robaki, a następnie zwierzęta. Wśród dawnych plemion słowiańskich powszechny był zwyczaj spalania względnie spopielania zwłok. Występo­wał on na Słowiańszczyźnie jeszcze w X—XI w. Sam obrzęd poprzedzały liczne czynności, jak mycie i ubiera-, nie nieboszczyka, wyrażanie żalu z powodu jego śmierci itp. Noc przed spaleniem nazywano „pustą" lub „głuchą". Następnego dnia zwłoki wynoszono z domu i składano na uprzednio przygotowanym stosie. Wśród zawodzenia kobiet-płaczek i oznak rozpaczy najbliższych (rwanie odzieży, włosów, drapanie sobie twarzy i piersi) stos pod­palano. Spalone kości wraz z węglem i popiołem składa­no w jamach (groby jamowe) względnie uprzednio zbie­rano do glinianych naczyń zwanych popielnicami i dopie­ro wówczas składano w jamie otoczonej przystawkami, tj. naczyniami z jadłem i napojem, ozdobami oraz bronią (groby popielnicowe). Wszystko to przysypywano ziemią tworząc tzw. rękawkę. Niejednokrotnie też w tych miej­scach stawiano pomniki w postaci dużych głazów kamien­nych, bądź wysokich kopców ziemi zwanych kurhanami (od tur. „kurgan" — gród). Te ostatnie szczególnie roz­powszechnione były na terenach Słowiańszczyzny wschod­niej. Gdy zmarły był kimś znakomitym w plemieniu, to pa­lono również jego żonę, ulubione sługi i zwierzęta (konie, psy), a wokół płonącego stosu urządzano igrzyska zwane tryzną. Nagrody dla i zwycięzców pochodziły z dobytku zmarłego. Zwyczaj palenia na stosie wraz z ciałem zmar­łego jego żony nie był jednak powszechny. Istnieją pod­stawy, pozwalające przypuszczać, że dotyczył on głów­nie małżeństw poligamicznych, które występowały u starszyzny plemiennej. W niektórych dokumentach pocho­dzących z tych czasów zbytnio generalizowano dany pro­blem, np. w jednym z listów do króla angielskiego Ethi-balda tak pisał na ten temat św. Bonifacy: „...A Wi-nedowie .z taką gorliwością przestrzegają wzajemnej miłości małżonków, że kobieta, kiedy mąż jej umiera, nie chce żyć dłużej. I z uznaniem spotyka się u nich taka niewiasta, która własnoręcznie sobie śmierć zadaje i na jednym stosie spłonie ze swoim mężem". O podobnych zwyczajach wspominał podróżnik arabski zXw. Ibrahim ibn Jakub: „Żony zmarłych krają sobie ręce i twarze nożami, a gdy któraś z nich twierdzi, że go kocha, zawiesza sznur i wspina się ku niemu po stołku, po czym obwiązuje sobie nim szyję. Potem wyry­wają spod niej stołek, a ona pozostaje zawieszona, drga­jąca, aż skona, po czym zostaje spalona i łączy się ze swoim mężem". Natomiast kronikarz niemiecki T h i e t-m a r (975—1018) twierdził, że „...po pogrzebie każdego męża, którego palono na stosie, obcinano głowę jego żonie i w ten sposób dzieliła ona jego los po śmierci". Zwyczaj zabijania ludzi (żon, najbliższych krewnych, niewolników) ku czci zmarłego występował w kulturze i obyczajach licznych ludów. Wzmianki na ten temat znajdujemy już w Iliadzie legendarnego Homera — uświetnienie pogrzebu Patroklesa zabójstwem dwunastu wojowników trojańskich. Podobnie Cezar (100—44 r. p.n.e.) wspominał o Ga­lach palących wraz ze zwłokami zmarłego wszystko, co mogło być mu potrzebne w życiu pozaziemskim, a więc: klientów, niewolników, bydło, zwierzęta domowe, broń, przedmioty codziennego użytku itp. Na występowanie podobnych zwyczajów u Scytów wskazywał Herodot (V w. p.n.e.). Mieli oni zabijać i grzebać wraz ze zwłokami władcy wszystkie jego nałoż­nice. A oto jego opis obrzędu pogrzebowego u Traków: Uważali, że ich pierwotni przodkowie — mający wystę­pować pod postacią kujotów — zaobserwowali fakt wy­dobywania się ze zwłok zmarłego robaków, które następ­nie przeistaczały się w różne zwierzęta i ptaki. Zagrażały one ludziom — jeżeli z każdego ciała zmarłego powsta­wała duża ilość zwierząt, istniało niebezpieczeństwo znisz­czenia przez nie całego plemienia. Dla zaradzenia temu posłużono się obrzędem palenia zwłok. Nie dopuszczało to do przekształcenia się dusz w robaki, a następnie zwierzęta. Wśród dawnych plemion słowiańskich powszechny był zwyczaj spalania względnie spopielania zwłok. Występo­wał on na Słowiańszczyźnie jeszcze w X—XI w. Sam obrzęd poprzedzały liczne czynności, jak mycie i ubiera-, nie nieboszczyka, wyrażanie żalu z powodu jego śmierci itp. Noc przed spaleniem nazywano „pustą" lub „głuchą". Następnego dnia zwłoki wynoszono z domu i składano na uprzednio przygotowanym stosie. Wśród zawodzenia kobiet-płaczek i oznak rozpaczy najbliższych (rwanie odzieży, włosów, drapanie sobie twarzy i piersi) stos pod­palano. Spalone kości wraz z węglem i popiołem składa­no w jamach (groby jamowe) względnie uprzednio zbie­rano do glinianych naczyń zwanych popielnicami i dopie­ro wówczas składano w jamie otoczonej przystawkami, tj. naczyniami z jadłem i napojem, ozdobami oraz bronią (groby popielnicowe). Wszystko to przysypywano ziemią tworząc tzw. rękawkę. Niejednokrotnie też w tych miej­scach stawiano pomniki w postaci dużych głazów kamien­nych, bądź wysokich kopców ziemi zwanych kurhanami (od tur. „kurgan" — gród). Te ostatnie szczególnie roz­powszechnione były na terenach Słowiańszczyzny wschod­niej. Gdy zmarły był kimś znakomitym w plemieniu, to pa­lono również jego żonę, ulubione sługi i zwierzęta (konie, psy), a wokół płonącego stosu urządzano igrzyska zwane tryzną. Nagrody dla zwycięzców pochodziły z dobytku zmarłego. Zwyczaj palenia na stosie wraz z ciałem zmar­łego jego żony nie był jednak powszechny. Istnieją pod­stawy, pozwalające przypuszczać, że dotyczył on głów­nie małżeństw poligamicznych, które występowały u star­szyzny plemiennej. W niektórych dokumentach pocho­dzących z tych czasów zbytnio generalizowano dany pro­blem, np. w jednym z listów do króla angielskiego Ethi-balda tak pisał na ten temat św. Bonifacy: „...A Wi-nedowie z taką gorliwością przestrzegają wzajemnej miłości małżonków, że kobieta, kiedy mąż jej umiera, nie chce żyć dłużej. I z uznaniem spotyka się u nich taka niewiasta, która własnoręcznie sobie śmierć zadaje i na jednym stosie spłonie ze swoim mężem". O podobnych zwyczajach wspominał podróżnik arabski zXw. Ibrahim ibn Jakub: „Żony zmarłych krają sobie ręce i twarze nożami, a gdy któraś z nich twierdzi, że go kocha, zawiesza sznur i wspina się ku niemu po stołku, po czym obwiązuje sobie nim szyję. Potem wyry­wają spod niej stołek, a ona pozostaje zawieszona, drga­jąca, aż skona, po czym zostaje spalona i łączy się ze swoim mężem". Natomiast kronikarz niemiecki T h i e t-m a r (975—1018) twierdził, że „...po pogrzebie każdego męża, którego palono na stosie, obcinano głowę jego żonie i w ten sposób dzieliła ona jego los po śmierci". Zwyczaj zabijania ludzi (żon, najbliższych krewnych, niewolników) ku czci zmarłego występował w kulturze i obyczajach licznych ludów. Wzmianki na ten temat znajdujemy już w Iliadzie legendarnego Homera — uświetnienie pogrzebu Patroklesa zabójstwem dwunastu wojowników trojańskich. Podobnie Cezar (100—44 r. p.n.e.) wspominał o Ga­lach palących wraz ze zwłokami zmarłego wszystko, co mogło być mu potrzebne w życiu pozaziemskim, a więc: klientów, niewolników, bydło, zwierzęta domowe, broń, przedmioty codziennego użytku itp. Na występowanie podobnych zwyczajów u Scytów wskazywał Herodot (V w. p.n.e.). Mieli oni zabijać i grzebać wraz ze zwłokami władcy wszystkie jego nałoż­nice. A oto jego opis obrzędu pogrzebowego u Traków: Każdy z nich ma wiele żon; skoro tedy taki umrze, |vówczas powstaje gwałtowna sprzeczka wśród kobiet, przyjaciele rozprawiają namiętnie na temat, którą z po-zjostałych kochał nieboszczyk najlepiej. Tę, której ten zaszczyt przyznano, wiodą, wśród pochwalnych hymnów, r.a grób, gdzie zabija ją któryś z najbliższych krewnych grzebie wraz z mężem; natomiast inne kobiety nie po-sliadają się z boleści, gdyż takie pominięcie ich uchodzi w ich oczach za największą hańbę"38. Analogiczne opisy znaleźć można w sagach sikandynaw-s(kich i innych utworach. Zwyczaj palenia na stosie żon raz ze zwłokami męża jeszcze w XIX w. stosowany był Indiach przez wyznawców braminizmu. Kobietę taką azywano „sati" (dobra żona). Każdemu ^mężczyźnie pośmiertnej wędrówce do krainy pozaziemskiej towa­rzyszyć musiało kilka czy nawet kilkanaście żon. Nie sta­nowiło to bynajmniej wyrazu ich dobrej woli. Ulegały one namowom krewnych i kapłanów, ale też znane są przypadki, kiedy dla uczynienia zadość tradycji przemocą wprowadzano je na stos i kładziono obok zwłok męża. W Chinach do początku XX w. utrzymywał się pogląd, że kochająca żona po śmierci męża winna popełnić pu­blicznie samobójstwo, dokumentując w ten sposób swoją pogardę dla uciech życia i chęć służenia duchowi męża w zaświatach. Ciekawy zwyczaj panował w niektórych krajach Azji południowej. Podczas koronacji władców rozdawano lud­ności gotowany ryż; każdy, kto go spożył, tym samym zobowiązywał się do dobrowolnego poniesienia śmierci na stosie podczas pogrzebu monarchy. Tak więc obrzędy pogrzebowe ówczesnych władców pociągały za sobą liczne ofiary ludzkie. Pod koniec XIX w. miał miejsce pogrzeb kacyka jed­nego z plemion murzyńskich, z okolic jeziora Wiktoria. Przebieg czynności pogrzebowych przedstawiał się nastę­pująco: „Zasuszone wskutek wędzenia nad lekkim ogniem ciało królewskie składa się na narach w obszernej izbie, zaś obok ciała ustawia następca swoją dzidę na znak, że tron dziedziczy. Nocą, przed wystawieniem 'zwłok, ko­pie się grób, do którego wrzucają jeńców, zaś, ciało kró­lewskie składają na kolanach jego żon, umieszczonych w grobie w pozycji siedzącej. Rozmiażdżywszy jeńcom, wrzuconym do grobu, nogi i ręce siekierą, przysypują grób ziemią, którą ugniata tysiące ludzi nogami, przygłu­szając ryki duszonych ofiar głośnym bębnieniem na kot­łach"39. Nie potrzeba jednak cofać się daleko wstecz, aby od­naleźć ślady barbarzyńskich obrzędów pogrzebowych. Nie tak dawno prasa zamieściła opis pogrzebu Issufu Kongo Sara, władcy jednego z plemion Górnej Wolty. Otóż w grocie wraz z jego zwłokami zamurowano żyw­cem jego żony, kilku niewolników i ulubionego konia, a na znak żałoby ścięto 200 osób i głowy ich złożono u stóp ciała zmarłego. Miało to miejsce w 1959 roku, a zmarły był posiadaczem nowoczesnego pałacu, wyposa­żonego w urządzenia wentylacyjno-klimatyzacyjne, telewi­zję itp.40 Wśród ludów pasterskich rozwinięty był zwyczaj skła­dania zmarłym w ofierze różnego rodzaju zwierząt. Tata­rzy i Czerkiesi do grobu zmarłego składali ulubionego jego wierzchowca, Beduini — wielbłąda, Jakuci — reny, zaś Eskimosi i Giliacy, jak również niektóre plemiona Ameryki Północnej — bydło i psy. Zwyczaje powyższe związane były z poglądem, że dusze zabitych zwierząt uczestniczyć będą w nowym życiu duszy swego pana. Z biegiem rozwoju kulturalnego zwyczaje owe uległy modyfikacji. Np. Mongołowie, którzy uprzednio zabijali zwierzęta, by grzebać je wraz z ciałem zmarłego, w na­stępnych już wiekach oddawali je w ofierze kapłanom. Również u plemion hinduskich zamieszkujących podnóża Himalajów do czynności pogrzebowych należało złożenie w ofierze czarnej krowy na intencję szczęśliwej przepra­wy duszy zmarłego przez rzekę śmierci — Waitaroni. Czynność spalania zwłok posiadała różnorodne prze­jawy kultowe. Starożytni Germanie składali ciało zmar­łego do łodzi (wyposażonej w najniezbędniejsze przed­mioty), którą po zepchnięciu na wodę podpalano. Giliacy skrzętnie zbierali prochy ze spalonego ciała i umieszczali w specjalnych szałasach, otaczanych czcią przez rodzinę i najbliższych. Spalanie zwłok jest charakterystyczne dla ludów pier­wotnych o rozwiniętej kulturze. Znamionuje ono osta­teczność i nieodwracalność procesu śmierci. W Polinezji spalanie zwłok stanowiło przywilej dostępny tylko star-szyźnie; wysokość stosu, na którym Spalano ciało, uza­leżniona była od stanowiska zajmowanego przez zmarłego za życia. W Indiach było ono składową częścią rytuału religijnego — najświętszy obyczaj nakazywał publiczne spalanie ciała nad brzegami rzek, a zwłaszcza świętej rzeki — Gangesu. Zwłoki zmarłych występowały też w charakterze pom­ników. Niektóre ludy wiele trudu wkładały w to, by za­chować je w stanie jak najdoskonalszym. Dotyczyło to zwłaszcza ciał dostojników i potomków znakomitych ro­dów, poddawanych mumifikacji i balsamowaniu. Szcze­gólnie u starożytnych Egipcjan mumifikacja była posta­wiona na wysokim poziomie. Wszystkie opisane tu formy obrzędów pogrzebowych mają pewną wspólną cechę. Wy­nikają one mianowicie z wierzeń o łączności duszy z cia­łem. Dla zachowania tej łączności należało nie dopuścić do rozkładu ciała. W tej dziedzinie obok balsamowa­nia i mumifikacji znane są również takie sposoby kon­serwowania zwłok, jak suszenie i wędzenie. Tak spre­parowane zwłoki przechowywano niekiedy w pomieszcze­niach mieszkalnych jako największą świętość. Tkwił w tym element wiary w powrót duszy do ziemskiej kra­iny i połączenia się jej z ciałem. Plemiona indiańskie w Ameryce Północnej budowały napowietrzne cmenta­rze, składając zwłoki zmarłych w rozgałęzieniu wysokich drzew. U plemion z Annamu, Syjamu, Kambodży i Bir­my zwłoki zmarłych umieszczano w pozycji stojącej — dla wysłuchania hymnów pochwalnych o swym życiu i bohaterskich czynach. Następnie wśród tańców, śpiewów i okrzyków składano je na specjalnych drabinach, które zawieszano nad wolno płonącym ogniem. Wysuszone w ten sposób zwłoki ubierano w paradne szaty i usta­wiano w domu rodzinnym. Złożenie ciała do ziemi nastę­powało dopiero po upływie kilku, a nawet kilkunastu lat w zależności od woli rodziny. Podobnie wyschnięte mu­mie znalezione zostały na terenie Peru. Przedstawiały one zmarłych w pozycji siedzącej, z brodą opartą na kolanach — podobieństwo do położenia płodu w łonie matki. Występowały również wierzenia głoszące, że dusza nie­koniecznie musi nawiedzać swe ciało, może dokonywać tego jedynie w stosunku do pewnej jego części, np. kości. Dla zapewnienia sobie przychylności duszy zmarłego na­leżało posiadać pewien element jego ciała. Najczęściej była to w odpowiedni sposób spreparowana czaszka względnie jej część. Pod koniec XIX w. w stanie Teksas odkryto cmentarzysko około 400 szkieletów, z których tylko nieliczne posiadały głowy. Te ostatnie z kolei po­zbawione były dolnych szczęk. Wierzono prawie pow­szechnie, że czaszka stanowić miała siedzibę duszy ludz­kiej, dlatego też otaczano ją szczególną czcią i szacun­kiem. W głównej mierze dotyczyło to czaszek starszyzny plemiennej, konsekwencją tego było ścinanie głów ludz­kich dla zdobycia czaszek, np. u Dajaków. Na terenie Afryki i Australii występowały obrzędy pogrzebowe oparte na kanibalizmie. Po śmierci członka rodu urządzano ucztę, podczas której zwłoki zmarłego względnie ich określone części spożywali najbliżsi. Wie­rzono, że w ten sposób uwalnia się duszę od obowiązku przebywania w świecie żywych. W starożytnym Egipcie ważny element obrzędu po­grzebowego stanowiło złożenie do grobu odpowiednich fragmentów „Ksiąg umarłych" zawierających zaklęcia oraz formuły mające ułatwić duszy przejście do krainy wieczności. Uważano, że dusza po oddzieleniu się od ciała zdąża na sąd boga Ozyrysa i tam w oparciu o odnośny fragment „Ksiąg umarłych" składa rachunek ze swego ziemskiego żywota, po czym bogowie orzekają o losie jej przypadającym. Zwyczaj grzebania zwłok zmarłego w ziemi także po­siada swoje dzieje. Jedna z wersji głosi, że pierwotnie grzebano w ziemi jedynie ciała małych dzieci, podczas gdy ciała ludzi dorosłych zazwyczaj zjadane były przez współplemieńców. Wyłomu w kanibalizmie dokonać mia­ ły kobiety. Kierując się macierzyńskim instynktem pra­gnęły one uchronić ciała zmarłych dzieci od zjedzenia i w tym celu ukrywały je w ziemi. Powyższe dane opra­cowane zostały w oparciu o odkrycia archeologiczne na terenie Ameryki, gdzie m.in. znaleziono duże skupiska grobów wyłącznie dziecięcych. Natomiast według innej wersj:. pierwszymi grobami miały być domostwa zmarłych względnie teren do nich przyległy. Na początku naszego stulecia stwierdzono w niektórych rejonach Australii występowanie obrzędu grzebania zwłok zmarłych w zie­mi pcd ich domami, zaś na wyspie Tahiti budowano specjalne pomieszczenia pośmiertne. Ciało zmarłego, zło­żone w łodzi, ustawiano pośrodku danego pomieszczenia i całość zasypywano piaskiem noszonym znad brzegu morza. Wśród plemion afrykańskich odrębne pomieszcze­nia dla zmarłych budowano obok siedzib ludzkich. Następną fazą grzebalnego obrządku było składanie zwłok zmarłego w kamiennych grobowcach. Występo­wało ono głównie wśród ludów zamieszkujących rejony górzyste, gdzie warunki naturalne (groty, pieczary skal­ne, jaskinie) nastręczały człowiekowi dogodnych ku temu miejsc. Z czasem rozpoczął on sam budować kamienne grobowce tzw. dolmeny (skały kamienne). Składały się one z kilku płyt tworzących czworobok względnie koło i niekiedy posiadały znaczne rozmiary. Dolmeny wystę­pują na terenie Europy (Francja, Wielka Brytania, Irlan­dia, Belgia, Holandia i Niemcy), Ameryki i Afryki. Po złożeniu ciała zmarłego w grobowcu, obsypywał człowiek całość ziemią, tworząc w ten sposób sztuczne wzgórze. Nasuwa to przypuszczenie, że lękając się działania dusz zmarłych człowiek pierwotny pragnął zatrzymać je wraz z ciałem w kamiennych grobowcach. Głazy kamienne spełniały podwójną funkcję: z jednej strony chroniły ciało zmarłego przed zniszczeniem i profanacją, a z drugiej — stanowiły więzienie dla jego duszy. Człowiek przypisywał działaniu duszy zmarłego wszystkie swoje nieszczęścia i niepowodzenia, dlatego też dążył do jej unieszkodliwie­nia. W tym celu posługiwał się różnorodnymi zabiegami, jak krępowaniem zwłok przed złożeniem ich do grobu, wymienianiem kości zmarłego, odwracaniem jego ciała twarzą do ziemi czy umyślnym kaleczeniem go (odrąby­wanie głowy, łamanie rąk i nóg itp.). Najbardziej jednak rozwinął się zwyczaj składania ciała zmarłego w trumnie do ziemi. Przypuszczalnie trumny stanowią pozostałość symbolicznych łodzi, którymi dusze zmarłych, podług wierzeń wielu ludów, przepływały do krainy zmarłych. W chrześcijaństwie składanie zwłok do ziemi wynika z założeń doktrynalnych głoszących, że człowiek stanąć ma przed Sądem Ostatecznym we włas­nej powłoce cielesnej. Na zakończenie omawiania danego problemu należy nadmienić o jeszcze jednej formie obrzędów pogrzebo­wych. U Parsów w Indiach występował pogląd, że ciało człowieka nie może być przyjęte przez ziemię, ogień i wo­dę. Cmentarze Parsów znajdowały się w kamiennych wieżach zwanych „wieżami milczenia". Nie posiadały one dachów i obwiedzione] były wysokim murem. Na złożone w wieży zwłoki rzucały się stada sępów i obżerały je z ciała. Pozostałe kości topiono w studni znajdującej się we wnętrzu wieży. Wszystkie formy obrzędów pogrzebowych nie stanowiły zespołu przypadkowych czynności, lecz były ściśle uza­leżnione od warunków bytu człowieka, stopnia jego świa­domości i poglądów religijnych.