A A A

Co to jest religia

Religia jako jedna z form świadomości stanowi zjawisko społeczne nie występujące samoistnie, w oderwaniu od innych sfer życia społecznego i kulturalnego. Nie jest ona czymś a priori danym człowiekowi przez siły nadprzyro­dzone i należy ją rozpatrywać tylko w kontekście cało­kształtu wszystkich form życia społecznego. Religia z isto­ty swej dąży do posiadania nieograniczonego monopolu na zbawienie człowieka. Również większość z nich głosi, że zbawienie wieczne uzależnione jest od postępowania czło­wieka w życiu doczesnym, tzn. od tego, czy stosuje się on do określonych kanonów wiary. W tym wypadku moral­ność została silnie sprzęgnięta z nakazami wiary religijnej. Każdy postępek człowieka wierzącego winien być dokony­ wany pod aspektem wiecznej nagrody względnie kary. W praktycznym działaniu człowiek nie tyle kieruje się ewangeliczną zasadą miłości bliźniego, ile egoistycznymi względami zaskarbienia sobie łaski istoty nadprzyrodzonej. Człowiek przestaje być celem, lecz staje się środkiem dzia­łania innych ludzi. Która religia jest prawdziwa? Czyja wiara lepsza? Któ­ry bóg najpotężniejszy? Nad tymi i wieloma innymi pro­blemami wyznawcy różnych religii prowadzili i prowadzą nadal nie kończące się dyskusje. Chrześcijanie czynią sta­rania, by przekonać innowierców, że właśnie ich i tylko ich religia jest prawdziwa, ponieważ posiada boski i obja­wiony charakter. Podobnie twierdzą mahometanie; dla nich jedynym bogiem jest Allach, a Mahomet prorokiem jego. Wyznawcy judaizmu z kolei jedynego prawdziwego boga widzą w Jahwe. Buddyści uznają Buddę itp. Można by w ten sposób wyliczać długi rejestr religii głoszących prawdziwość i jedyność swego boga. Przykła­dowo wskazaliśmy tylko na poglądy w tej materii głoszone przez wyznawców tzw. głównych religii świata. Wszelkie dyskusje na ten temat należy zaliczać do bezpłodnych i nie wnoszących nic nowego do ogólnoludzkiej wiedzy. Istota rzeczy tkwi w tym, iż każda religia oparta jest na fałszywych założeniach, żaden bóg nie jest jedyną i wszechpotężną istotą. Religię stworzył człowiek na okre­ślonych szczeblach swego historycznego rozwoju, ukształ­tował on pojęcie boga na obraz i podobieństwo swoje, „...religia — pisał F. Engels — jest tylko fantastycznym odzwierciedleniem w ludzkich głowach tych zewnętrznych sił, które rządzą codziennym bytem ludzi, odzwierciedle­niem, w którym siły ziemskie przybierają postać sił nad­ziemskich. W zaraniu dziejów odzwierciedlenie takie znaj­dują najpierw siły przyrody, przechodząc w dalszym roz­woju u różnych narodów przez najrozmaitsze i najbardziej pstre wcielenia... Rychło jednak obok sił przyrody zaczy­nają też działać siły społeczne, siły, które się przeciwsta­wiają ludziom jako tak samo obce i na początku tak samo niewytłumaczalne, panujące nad nimi z tą samą na pozór koniecznością naturalną co same siły przyrody. Fantastycz­ne postacie, w których początkowo znajdowały odzwier­ciedlenie tylko tajemnicze siły przyrody, nabierają w ten sposób atrybutów społecznych, stają się reprezentantami sił dziejowych. W kształtowaniu się religii znalazła swoje odbicie róż­norodność procesów rozwojowych ludzkości. U różnych ludów powstawały odmienne formy kultu religijnego, a co za tym idzie — wyobrażeń bóstw i istot nadprzyrodzo­nych. Tak jak nie sposób przypuszczać, iż ludzkość roz­wijała się jednolicie w określonych schematycznie ramach (w świecie współczesnym istnieją duże różnice w poziomie kulturalnym i cywilizacyjnym np. między tubylcem australijskim a mieszkańcem kontynentu europejskiego), podobnie trudno byłoby przyjąć założenie o jedności roz­wojowej religii. Tym bardziej iż jest ona nierozerwalnie związana z wieloma stronami życia społecznego. Właśnie życie społeczne warunkowało narodziny religii i decydu­jąco wpływało na jej kierunki rozwojowe. Ludzkość nie przedstawiała sobie bóstw jednakowo; nie jest np. dziełem przypadku, iż ludy europejskie tworzyły bóstwa o białej karnacji, podczas gdy u ludów afrykańskich bóstwa posiadały czarny kolor skóry. Już w dalekiej starożytności zwrócił na to uwagę myśliciel grecki Ksenofanes z Kolofonu (ok. 576—480 r. p.n.e.) występujący z kry­tyką religijnego antropomorfizmu. Twierdził on, że „Gdy­by byki, konie i lwy posiadały ręce i mogły nimi malować i posągi tworzyć jak ludzie, to konie malowałyby postacie bogów podobne do koni i takież ciała im dawały, a byki podobne do byków, takie dając im kształty, jakie dany gatunek właśnie posiada. Etiopowie twierdzą, że bogowie ich są czarni i płaskonosi, a Trakowie, że są niebieskoocy i rudowłosi". Podstawowa trudność w prawidłowym zdefiniowaniu religii tkwi przede wszystkim w ich ilości, dążności do peł­nego opanowania osobowości wierzących, występowanie każdej z nich w szerokim kontekście innych zjawisk spo­łecznych oraz posiadanie przez nie własnych specyficznych cech. Na tym jednak nie kończą się kłopoty definicyjne. Każda religia posiada własne cechy specyficzne, własną historię rozwoju i przemian, każda powstawała w określo­nym czasie i obejmowała swym zasięgiem określone tery­torium. Wszystkie powyższe aspekty należy uwzględniać, jeżeli pragnie się w sposób jak najbardziej wyczerpujący odpowiedzieć na pytanie: „Co to jest religia?" Nawet wśród ludzi wierzących nie ma jednolitego po­glądu na dane zagadnienie. Każdy ujmuje religię z innego punktu widzenia, wydobywając z niej te aspekty, które najlepiej jemu odpowiadają bądź też które są niezbędne z praktycznego punktu widzenia. Dość często spotykamy się z twierdzeniem, że religia spełnia pozytywną rolę wy­chowawczą, jest tamą przeciyko demoralizacji młodzieży, pijaństwu i innym ujemnym zjawiskom życia społecznego. Stanowi to wyraz pojmowania religii w sensie moralnym. Problem rzekomo pozytywnej roli wychowawczej religii znajduje się w ścisłym związku z zagadnieniem wartości zasad etyki religijnej bądź też ich interpretowania. Biorąc za przedmiot rozważań etykę katolicką można by na kon­kretnych przykładach wykazać, czym dyktowane są jej nakazy i oceny moralne. Wśród norm i nakazów etyki ka­tolickiej znajduje się wiele takich, które daje się określić mianem ogólnoludzkich, np. obowiązek opieki rodziców nad dziećmi i odwrotnie, obowiązek udzielania pomocy bliźniemu, znajdującemu się w trudnej sytuacji życiowej czy niebezpieczeństwie itp. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż etyka katolicka — podobnie zresztą jak i wszystkie inne religijne systemy etyczne — wyrosła z określonej sy­tuacji społecznej. Owe ogólne zasady moralne uzyskują zabarwienie reli­gijne na skutek intencji i motywów postępowania człowie­ka. Np. miłość rodziców, wypływająca z pobudek uczucio­wych, związków krwi, poczucia wdzięczności, przywiązania czy innych naturalnych odczuć ludzkich, nie stanowi jesz­cze w ujęciu etyki katolickiej postępowania moralnego. Konieczne jest, aby przepojona była religijnym dążeniem do „zbawienia wiecznego". Podobnie ogólniejszy nakaz miłości bliźniego rozumiany jest nie w sensie humanitar­nego odruchu pomocy drugiemu człowiekowi, lecz jako spełnienie czynu mającego człowiekowi zaskarbić łaskę istoty najwyższej. Człowiek w danym wypadku staje się środkiem do uzyskania pozaziemskich nagród przez dru­giego człowieka. Bardzo wyraźnie wskazuje na to Ewan­gelia Mateusza: „A każdy, ktoby opuścił domy, albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żonę, albo dzieci, albo role, dla imienia mego, stokroć więcej weźmie, i ży­wot wieczny odziedziczy." Bardzo często również etyka katolicka wskazuje na ko­nieczność dokonywania oceny danego postępowania z pun­ktu widzenia interesów religii i dla obrony własnych za­łożeń doktrynalnych. Przykładem może być zasada nierozerwalności związku małżeńskiego zawartego w myśl przepisów prawa kościel­nego. Małżeństwo według teologii moralnej stanowi sakra­ment łączący dwoje ludzi nierozerwalnym węzłem wobec Boga. Tymczasem zdarzają się wypadki rozkładu pożycia małżeńskiego. Wówczas zainteresowani otrzymują odpo­wiedź, że „co kapłan związał na ziemi, jedynie Bóg może rozwiązać w niebie". Aspekt społeczny związku małżeń­skiego został więc wyraźnie pominięty. Nieważne jest więc, czy coś łączy dwoje ludzi, nieważne są ich odczucia psychiczne, ważna natomiast jest religijna motywacja, według której sakrament małżeństwa jest związkiem „Bóg — człowiek". Etyka katolicka kładzie nacisk nie tyle na praktyczną stronę działania człowieka, ile na stopień jego zaangażo­wania religijnego. Dlatego jeśli nawet człowiek postępuje godnie i uczciwie wobec innych ludzi, lecz nie spełnia praktyk nakazanych przez kościół, nie może być uznany — w myśl etyki katolickiej — za człowieka moralnego. Wymogi religijne podniesione zostają do rangi nakazów moralnych i one w zasadzie decydują o wartościowaniu po­stawy człowieka, tj. określaniu sposobu życia za moralny względnie niemoralny. Według etyki katolickiej człowiek moralny to człowiek religijny.15 Dla wielu ludzi doniosłą rolę posiada obrzędowy aspekt religii. Sama treść wierzeń niekiedy nie jest dla nich istotna, w religii bowiem szukają chwilowego odprężenia od szarzyzny dnia codziennego czy zaspokojenia potrzeb kulturalnych. Miejsce obrzędów religijnych stanowi w tym wypadku ośrodek kulturalny, gdzie można spotkać znajo­mych, zaprezentować nowy ubiór (czynnik szczególnie charakterystyczny dla kobiet), posłuchać muzyki, śpiewu. Taki stosunek do religii występuje głównie w środowi­skach wiejskich, gdzie zdobycze cywilizacji nie wtargnęły w tak silnym stopniu jak do miast. W tych środowiskach spotkać się można także z ujmo­waniem religii w aspekcie tradycjonalizmu rodzinnego (wierzę, ponieważ jest to wiara moich przodków). Poruszyliśmy tu trzy aspekty religii: moralny, obrzę­dowy (kultowy) i tradycjonalny. Stwierdziliśmy, że te trzy aspekty odgrywają w zasadzie główną rolę w życiu religij­nym człowieka. Pozostaje jeszcze jeden, czwarty aspekt religii, mianowicie jej doktryna. Jaką ona odgrywa rolę w życiu człowieka wierzącego': I tu obserwujemy ciekawe zjawiska dotyczące większości religii: wyznawcy religii nie znają w zasadzie jej założeń, zawartych w tzw. księgach świętych. Katolicy np. nie mogą czytać dowolnie Pisma świętego; obowiązuje ich bo­wiem ustanowiony przez kościół rzymskokatolicki zakaz czytania Pisma świętego nie opatrzonego komentarzem kościelnym. Podobnie przedstawia się sprawa z wyznaw­cami innych religii: muzułmanie nie posiadają dostatecznej znajomości Koranu, a buddyści Tipitaki. Ogromna liczba ludzi wierzących nie wie nawet, w co wierzy, nie zna swojej religii. Cóż zatem mogą oni powiedzieć na tematy prawdziwości czy fałszywości wyznawanej religii, jeżeli ich wiara oparta jest bardzo często na tradycyjnych prze­kazach rodzinnych i wiadomościach zawartych w modli­tewnikach? Nauka od zarania swego istnienia zdąża w kierunku określenia istoty religii. Do skarbnicy wiedzy ludzkiej mi­nione wieki wniosły wiele, mniej lub bardziej precyzyj­nych, definicji religii. Żadna z nich nie zawierała jednak pełnej charakterystyki zjawiska religii. Czyniono próby odkrycia jej istoty na drodze filologicznej analizy samego terminu „religia", czyli poprzez stosowanie metody etymo­logicznej. O ile nie nastręczało trudności wyprowadzenie terminu „religia" od słowa łacińskiego „religio", to z kolei w starożytności i średniowieczu wyraz ten posiadał cały szereg interpretacji. Do najczęściej używanej zaliczano wy­prowadzenie terminu „religio" ze słowa „religare" — „związywać ze sobą". W domyślnym ujęciu tej interpre­tacji „religia" to związek człowieka z Bogiem, z siłami nadprzyrodzonymi. Inną wersję znajdujemy w dziele Cycerona (106—43 r. p.n.e.) De natura deorum („O istocie bogów"). Cycero wywodził termin „religia" od słowa „relegere" — „odczy­tywać na nowo". Tak więc według Cycerona „religia to ponowne odczytywanie rzeczy należących do Boga". Na­tomiast w pracy Augustyna (354—439 r.) De civitate Dei („O państwie bożym") napotykamy na jeszcze inną interpretację danego terminu. Augustyn wyprowadza go od słowa „reeligere" — „obierać ponownie coś za przedmiot czci" i przez domyślne dodanie słowa „Boga" daje nową definicję etymologiczną religii. Do najpopular­niejszych również wersji zaliczyć można wyprowadzenie terminu „religia" od słowa „relinąuere" — „odrzucać, po­zostawać na boku, odłączać" (w domyślnym ujęciu — „to, co święte", „sacrum" od „laickiego").